Kate.
Leżałam głową wbitą w poduszkę. Moje oczy były jeszcze zamknięte ale sen nie był twardy. Nagle z myśli wybił mnie dźwięk budzika. Sięgnęłam po mojego białego iphona po czym wyłączyłam alarm, który drażnił w tamtym momencie moje uszy. Usiadłam na kołdrze i oparłam się o ścianę. Chwilę patrzyłam się na sufit. Po chwili znowu wzięłam mój telefon i zalogowałam się na instagram. Nikt nic ciekawego nie dodał. To było do przewidzenia. U nas w mieście w każdą pierwszą sobotę i niedziele miesiąca jest festyn. Wtedy każdy nic nie dodaje. W sieci jest pusto. Dopiero wieczorem coś się rozkręca. Ale cały dzień nudy i nic więcej. Na dworze też nie ma nic do roboty. Tak na prawdę to ten festyn jest jedyną rozrywką w takie dni. No nic, czas się ogarnąć. Podniosłam się z łóżka. Kiedy dotknęłam podłogi moimi gołymi stołami po ciele przeszły mnie dreszcze. Mimo tego powietrze było gorące. Otworzyłam okno a następnie podeszłam do toaletki. Wyjęłam z szufladki tonik i oczyściłam nim swoją twarz. Potem przeczesałam szczotką włosy i związałam je w luźnego koczka na czubku głowy. Wsunęłam stopy w kapcie i zeszłam na dół.
- Cześć. - wypowiedziałam od niechcenia na widok macochy.
Jak ja nienawidzę tej baby. Wiem, że to może się wydawać dziwne. Ona nic mi nie zrobiła, no ale gdyby Stella - bo tak miała na imię moja nowa mama - nie pojawiła się w życiu ojca miałabym szczęśliwą i kochającą się rodzinę. Ale ona musiała wszystko popsuć. Ojciec się w niej zakochał i co ? I mama przez nich umarła. Wykończyli ją i za to ich nienawidzę. Czasem chciałabym żeby to Stel była tam w grobie a nie moja mama. Strasznie za nią tęsknie, ale nic mi jej nie przywróci. Wracając do tematu poranka. Usiadłam przy stole po czym pocałowałam w czoło mojego siedmioletniego braciszka. Sięgnęłam do koszyczka leżącego na środku stołu w którym znajdowały się świeżo upieczone bułki. Przekroiłam jedną z nich i posmarowałam ją dżemem truskawkowym. Zjadłam posiłek i wypiłam zimne mleko.
- Kate, idź po Abbie.
- A Ty nie możesz? W końcu to twoja córka. - wyjąkałam.
- Kate! Nie pozwalasz sobie za dużo?
- No przepraszam, ale ty też masz dupę i możesz ją ruszyć !
- Kate ! Koniec. Nie zachowuj się jak gówniara.
- Nie jesteś moją matką żeby mi rozkazywać. - walnęłam dłońmi w stół po czym wybiegłam z kuchni.
Dlaczego muszę się z nią ciągle kłócić? Nie lubię tego robić, ale czasami tak mnie denerwuję, że wybucham i nie umiem się uspokoić. Najgorsze jeszcze jest to, że kiedy powiem o czymś tacie on mi nie wierzy. Moje życie to koszmar. W sumie nie będę się przejmować tą idiotką. Postanowiłam wziąć szybki prysznic. Następnie ubrałam dżinsową kurtkę, czarne leginsy i biały tshirt z napisem "I Hate You". Do tego dobrałam krótkie czarne converse. Rozpuściłam włosy, pomalowałam rzęsy i ponownie zeszłam na dół. Na szczęście Stel nie było. Musiała chyba wyjść na spacer z Tomasem - moim bratem. Dla niego była jak matka, przywiązała się do niego i kochała go. W tej kwestii nie mam jej nic do zarzucenia. Wyszłam z domu i znalazłam się na głównej ulicy naszego osiedla. Zadzwoniłam po Martine, moją najlepszą przyjaciółką z nadzieją że wybierze się ze mną na ten festyn niestety ona nie mogła. Miała szlaban. Znowu. Ona jest szalona. Ostatnio rodzice przyłapali ją na pływaniu na golasa na basenie. Co prawda to ich ogród, ich basen, no ale ludzie z okolicy mają balkony i mogli ją widzieć. Ona nie ma kompleksów. Lubi podejmować się wyzwań. Lubi adrenalinę i za to ją kocham. Ona jest moim wózkiem, który wiezie mnie przez życie i daje mi pewność siebie. Wykonałam jeszcze jeden telefon do Violi, naszej drugiej koleżanki, ale ona była po za miastem. Nie wiedziałam co zrobić. Błąkać się po mieście nie miałam ochoty a do domu wracać też nie chciałam. Trudno, pójdę na festyn sama. Do parku miałam jakieś piętnaście minut. Z słuchawkami w uszach wydawało mi się że idę trzy minutki. Doszłam na miejsce. Park był ślicznie udekorowany, jak zawsze. Na drzewach zawieszone były lampki. Pełno było kwiatków. Były dmuchane zjeżdżalnie dla małych dzieci. Plac zabaw był pełen w balonach. Barki były dostępne dla wszystkich. Rozdawano tam darmowe soki. Urządzane były różne zawody, między innymi łowienie kukurydzy buzią. Były też butki gdzie można wygrać różne zabawki. Podeszłam do mojej ulubionej. Można tam było zdobyć śmieszne krowy, które były strasznie milutkie i śliczne. Dziwnym trafem raz nie było kolejki dwa żadnej osoby która obsłużyła by mnie czy inne osoby. Drzwi od butki były uchylone. Moja ciekawość natchnęła mnie żebym zobaczyła o co chodzi. Podeszłam do drzwi i rozejrzałam się wokół. Zauważyłam jak chłopak kopie drugiego. Zorientowałam się że bitwa jest między jakimś wandalem bo był ubrany na czarno a sprzedawcą. Z przerażenia wydałam z siebie dźwięk przypominający wyk. Chłopak zwrócił się do mnie. Stałam wryta z ziemię. Nie wiedziałam czy krzyczeć czy uciekać. Zbój uderzył z pięści mężczyznę po czym podbiegł do mnie i pociągnął mnie za budki.
- Zostaw mnie ! - próbowałam się wyrwać z jego objęć.
Byłam przestraszona. Czułam jak bolą mnie ręce od jego ciągnięć. Czułam jak z moich oczu po policzkach spływają gorzkie łzy. Nagle zostałam wrzucona na fotel, który jak się okazało był przeznaczony dla pasażera czarnego samochodu, w którym się znajdowałam. Przetarłam powieki po czym zobaczyłam kto pobił tego faceta i właśnie mnie porywa.
- Bieber. - powiedziałam przerażona a on uśmiechnął się zadziornie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz