poniedziałek, 14 października 2013

Rozdział 5

Kate.

Obudził mnie dźwięk mojego telefonu, który leżał na poduszce w pobliżu mojej głowy. Wzięłam go ostrożnie i odblokowałam. Na głównym ekranie pojawiła się wiadomość.



Jeden sms a zrobił mi straszny mętlik i bałagan w głowie. Po pierwsze skąd on miał mój numer telefonu, przecież mu go nie dałam. On mnie przeraża, ale to uczucie jednocześnie jest fajne. Westchnęłam głośno po czym wróciłam do zamyśleń. Po drugie spotkanie. Czemu chciał się ze mną widzieć? Nawet gdyby nie mogę, mam szlaban.. Cholera, kiedy powiem mu ściemę może podejrzewać mnie że nie chcę być w jego towarzystwie bo powiedziałam komuś o wczorajszych zdarzeniach, natomiast kiedy powiem prawdę uzna to za kłamstwo i podejrzenia o moją winę będą podobne. Nie mam dobrej wymówki. No dobrze, trudno. Najwyżej przepłacę to życiem, wolę napisać prawdę niż kłamać bo to i tak nie przeszłoby na długo. 



Zawahałam się z tym czy mogę tą wiadomość wysłać. Mam nadzieje że chłopak zinterpretuje ją w dobry sposób, jeżeli nie to będę miała poważne kłopoty. Rzuciłam telefon gdzieś w nogi a sama położyłam głowę na poduszce. Zamknęłam oczy na dobre kilka minut. Myślałam o tym co stało się poprzedniego dnia. Nie chodzi tylko o Justina ale o ojca. On nie daje mi swobodnie żyć. Ciągle muszę podporządkowywać się do tego czego on chce, a moje zdanie się nie liczy. Wszystko zmieniło się kiedy mama odeszła. Nie wiem ile jeszcze wytrzymam, wiem że są ludzie, którzy mają gorsze sytuacje w domu ale jakoś moja i tak strasznie mnie dołuje. Martina by mnie pocieszyła, ale nie mogę jej powiedzieć że jestem smutna bo mam szlaban, nie mogę, bo zacznie pytać mnie o co pokłóciłam się z ojcem, wiadomo że gdybym powiedziała jej rzeczywistą wersję czyli to że nie chciałam powiedzieć gdzie byłam i co się ze mną działo zaczęła by ponownie pytać o to gdzie naprawdę byłam, że nie mogłam powiedzieć. Podsumowując, dowiedziałaby się o Justinie, a tego nie chcę. No trudno, muszę jakoś dać sobie radę sama. Wstałam z łóżka po czym skierowałam się w stronę mojej toalety gdzie wykonałam poranny prysznic, jak i umalowałam się tuszem do rzęs bardzo delikatnie. Następnie rozczesałam moje falowane włosy i zostawiłam je luźno, rozpuszczone. Po wyjściu z łazienki postanowiłam się ubrać. Założyłam luźny szary tshirt z napisem " i love u " i do tego czarne dresy z luźnym krokiem, ściągane przy stopach. Zarzuciłam na ramiona bluzę, ponieważ było mi chłodno i zeszłam na dół. Weszłam do kuchni. Przy stole siedział tata, Stella i mój brat.
- Cześć. 
Nie uzyskałam odpowiedzi od nikogo prócz Tomasa. On był kochany i chyba jedyny w rodzinie nie kłócił się z nikim. Był za mały i nie rozumiał tego. 
- Aha, czyli zamierzacie się do mnie w ogóle nie odzywać ? - rzuciłam pytanie w stronę ojca i macochy.
- Kate, jest nam przykro. Wczoraj coś w Ciebie wstąpiło i nie dało się z Tobą porozmawiać. Zaczęłaś nas odpychać, nie da się dojść do Ciebie. Kate.. Wiem, że Tobie też jest trudno, nam również, rozumiem to, dlatego nie powinniśmy się jeszcze bardziej dołować.
- Ja wiem, przepraszam. Nie powinnam tak na was naskoczyć ale zdenerwowało mnie to, że po kłótni z Tobą, Stella udawałaś że się mną przejmujesz i nawet nic nie powiedziałaś ojcu. Tato, zacząłeś się na mnie drzeć nie znając prawy, jaką jest to, że Stella też jest winna, a nie tylko ja.
- Zostawmy to, ważne że teraz jest dobrze. - wyjąkała w obronie Stella po czym zawołała na śniadanie Abbie. 
Sięgnęłam po bułkę, przekroiłam ją po czym posmarowałam miodem. Wypiłam herbatę i po skończonym posiłku udałam się do pokoju. Na szczęście dzisiaj będzie w miarę okej, ponieważ w domu zostaję tylko z siostrą, bo tata z Stellą wybierają się na imprezę do znajomych, a Tomasa zawożą do siostry Stell, my z Abbie nie chciałyśmy jechać i długimi staraniami i błaganiem udało nam się przekonać "rodziców" żeby zostać w domu. 

O 17 do moich drzwi zapukał ojciec z wiadomością że już idą. Musiałyśmy z siostrą wiele się nagadać jakie będziemy grzeczne i w ogóle. Przecież wiadome jest to, że nie zrobilibyśmy żadnej imprezy bo to było by bez sensu. Nie wiemy kiedy zjawią się dorośli więc lepiej nie ryzykować. Abbie zaprosiła przyjaciółkę i razem w swoim pokoju robiły różne dziwne rzeczy a ja po prostu nudziłam się jak zwykle. Siedziałam przy biurku i przeglądałam wszystkie strony społecznościowe na internecie, nagle usłyszałam puknięcie w okno. Przeraziłam się..

Justin.

Uwolnię zaraz Kate z więzienia jakim jest szlaban. Zdziwi się ponieważ nie zapowiadałem swojego przyjścia. Znaczy no, mówiłem że po nią przyjdę, ale gdy powiedziała że nie mogła.. Normalny człowiek zrozumiałby to jako nie, ale ja zrozumiałem to tak, że i tak ją wyciągnę z domu, albo może po prostu spędzimy razem czas. Lubię tą dziewczynę. Przy niej jakoś czuje się swobodnie. Zaparkowałem samochód uliczkę dalej żeby nikt się niczego nie spodziewał, po czym przez płot wkradłem się na podwórko Kate. Mam nadzieję że nikt mnie nie widział. Widziałem chwilę przez okno sylwetkę. Wiedziałem że to pokój Kate. Rozejrzałem się dookoła szukając jakiegoś dobrego sposobu by wejść do niej. Drzewo. Wspiąłem się na górę po czym szedłem po gałęzi bardzo powoli i ostrożnie. Może i wydawałem się na odważnego, bo taki byłem i jestem, ale to drzewo sprawiło mi wiele kłopotów. Zapukałem do okna do którego dziewczyna szybko podbiegła. Kiedy przyjrzała się mojej twarzy i zrozumiała, że to ja, Justin szybko otworzyła okno.
- Co ty tu robisz? Zwariowałeś? - szepnęła.
- Nie, po prostu postanowiłem Ci potowarzyszyć.
- Mam szlaban, człowieku. Jak ojciec się dowie to zabije mnie.
- Ale on nie musi o niczym wiedzieć.
Widziałem że Kate jest co raz bliżej chęci żeby mnie wpuścić. Ona nie lubiła samotności, byłem jej deską ratunkową. Z ciężkim westchnieniem rzekła, żebym wszedł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz