poniedziałek, 14 października 2013

Rozdział 4

Kate.

Chłopak zerwał się z nóg. Gwałtownie wstał z łóżka po czym spojrzał się na mnie i z grozą w głosie powiedział żebym się szykowała. Nie wiedziałam co to oznacza. Możliwe że chciał wywieść mnie do lasu i tam zabić, albo odwieźć do domu co i tak nie oznacza w pełni bezpiecznego życia. Że też to mi się spotkało. Zawsze muszę wpieprzyć się w jakieś gówno z którego nie da się wyplątać. Bez względu na to co się stanie Justin i tak już zmienił moje życie i nigdy nie będzie takie samo. 
- Mogę się uczesać ? - spytałam.
Wiem, zachowałam się jak jakaś pusta lala. Być może zaraz mogę być martwa, ale co tam, wolę mieć ładne włosy. Nie. Po prostu na chwilę chciałam odejść od tego dupka. Pozwolił mi, po czym skierowałam się do łazienki. Nie zważałam zbytnio na to, że po podłodze walały się jego brudne gacie i śmierdziało w niej jakby całe życie ktoś tam za przeproszeniem srał. Lepsze to niż on. Rozpuściłam mojego niechlujnego koczka, który nie wiem jak się jeszcze trzymał po szarpaninach z Bieberem. Przeczesałam palcami włosy i zostawiłam je luźno. 
- Jestem gotowa. - powiedziałam wchodząc do pokoju.
Jego tam nie było. Gdzieś poszedł. Zostawił mnie samą. Zaufał mi. Może w nim jest coś dobrego? Może on jest inny? Stop. Nie, on nie jest inny. Jest świnią wpatrzoną w siebie. Uczucia innych dla niego są nie ważne. Zeszłam na dół z nadzieją że on tam będzie. Szeptem wypowiadałam jego imię. Nagle przestraszył mnie pisk otwarcia wielkich metalowych drzwi.
- Idziesz ?
To był on, stał i palił papierosa. To jak wypuszczał z ust dym było takie seksowne. Kurwa, on jest strasznie przystojny. Po moim ciele przeszły dreszcze.
- Tak, idę. - powiedziałam.
Skierowaliśmy się w stronę samochodu, którym wcześniej byłam porwana. Usiadłam z przodu, na miejscu pasażera, po czym zatrzasnęłam za sobą drzwi. Następnie Justin ugasiwszy tytoń wsiadł do auta. Odpalił silnik i pojechał.
- Mów gdzie mam cię odwieźć.
- Bolton Street 13 B - wyjąkałam z niedowierzaniem.
Całą drogę jechaliśmy w ciszy. Ani on, ani ja nie wybełkotaliśmy nawet jednego słowa. W sumie to dobrze. Przynajmniej każdy mógł sobie coś przemyśleć. Ja na przykład stwierdziłam, że już się nigdy nie uwolnię od dzisiejszego dnia, już nigdy. Nawet nie zorientowałam się kiedy nastąpił półmrok. Co więcej nawet nie wiedziałam, że znajdujemy się pod moim domem. Dopiero Justin wyrwał mnie z amoku.
- To już. - powiedział.
- Tak, ja dziękuję.
- Za co ? - spytał tak jakby zdziwiony.
- No, że mi zaufałeś i mnie odwiozłeś.
- Wiesz, wiele o tobie słyszałem i wiem jaka jesteś.
- Tak.. - przełknęłam głośno ślinę. - Więc cześć.
Otworzyłam drzwiczki samochodu po czym wysunęłam z niego jedną nogę, a potem drugą. Kiedy odwróciłam się i zaczęłam iść w kierunku drzwi do domu usłyszałam głos Justina, mówiący że nigdy się go nie pozbędę. Zrozumiałam własnie że mogę czuć się bezpieczna, przynajmniej przy nim, że on by mnie nie skrzywdził.. Otworzyłam drzwi kluczem i weszłam do środka. Zdjęłam buty i kurtkę. Z salonu dobiegały mnie krzyki Stelli i mojego ojca. 
- Słucham ? - spytałam i weszłam do pomieszczenia.
- Gdzie byłaś droga panno ? - wykrzyknęła Stella.
Ja byłam cicho. Co miałam powiedzieć ? "Porwał mnie koleś ale okazało się że jest miły.." Po za tym obiecałam Justinowi że nikomu nic nie powiem. Po za tym nie chciało mi się rozmawiać z macochą. Nie była moją matką, gówno o mnie wiedziała i nie będzie mi rozkazywać.
- Czekamy na odpowiedź. - wyjąkał stanowczo tata. 
- Byłam się przewietrzyć z Twoją najlepszą i najważniejszą dziewczyną..
- O nie, masz szlaban. - wykrzyknął ojciec.
- Ale..
- Nie ma żadnego ale.
- Nienawidzę was !
Po tych słowach pobiegłam na górę do swojego pokoju. Cholera, potraktowałam ich za ostro, kocham ojca, ale przegina. Kiedy Stelli nie ma obok jest miły i kochany. Może to ze mną jest coś nie tak ? Rzuciłam się na łóżko i zmęczona wrażeniami z dzisiejszego dnia zasnęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz