- Puszczaj mnie, to boli ! - krzyczałam kiedy chłopak ciągnął mnie z powrotem do magazynu.
- Ma boleć. Nie powinnaś nawet próbować uciec, i tak bym cię dorwał.
- Przepraszam.. - wyjąkałam z bezsilności.
Po moich bladych w tamtym momencie policzkach zaczęły spływać drobne łzy. Moje ciało dygotało ze strachu. Nie miałam siły iść, czułam się jakbym miała za chwilę zemdleć. Nie wiedziałam co mam robić. Przecież za chwilę, gdyby Bieber tego chciał, byłabym już martwa. Nagle chłopak otworzył wielkie stalowe drzwi i pchnął mnie mocniej tak abym wpadła do środka. Upadłam na podłogę. On chyba nawet nie przypuszczał, że się boję, że jestem słaba. Wyciągnął do mnie rękę, a ja z trudem ją chwyciłam i podniosłam się. Chociaż wtedy pokazał, że ma trochę współczucia i troski. Zamknął na kłódkę drzwi a kluczyki do niej wsunął do kieszeni.
- Idź na górę, mój pokój jest pierwszy z lewo. - powiedział.
Super. Lepiej być nie mogło. Miałam iść do pokoju przestępcy, czekać sobie tam na niego z myślą że zaraz może mnie zgwałcić, zabić i nie wiem jeszcze co. Dlaczego ja ? Dlaczego ? Co ja zrobiłam ? Zawsze byłam grzeczna i poukładana, może w stosunku do ojca i Stelli nie byłam fair, ale mi też z tym wszystkim ciężko, a oni to mają w dupie. Skierowałam się w stronę schodów. Kiedy się odwróciłam chłopaka już nie było. Usłyszałam jakieś szmery i zatrzymałam się.
- Justin, co ta panienka tu robi ?
- Jest tutaj chwilowo, ona, widziała jak prawie zabiłem tego z festynu, jak on tam miał, nie ważne.
- Justin, czy ciebie posrało ? - krzyknął jakiś facet.
- Załatwię to.
Zorientowałam się, że ich dyskusja nie będzie trwała dalej i szybko pobiegłam na górę, tak aby chłopak nie wiedział, że podsłuchiwałam jego rozmowę z kolegami. Jednak on szybko się nie zjawiał, ale nie wychodziłam z pomieszczenia, bo nie chciałam ryzykować. Okej, czego się dowiedziałam ? Ma na imię Justin, to jakaś informacja. No i wiem, że coś chce ze mną zrobić, ale co? Nagle jednak w pokoju pojawił się Bieber.
- Justin do cholery co się tu dzieje ? - krzyknęłam, po czym po chwili zdałam sobie sprawę, z tego, że nazwałam go Justin.
- Skąd Ty znasz moje imię ?
- Eee, od ludzi.
Uwierzył, ale nadal nie znałam odpowiedzi na moje pytanie, więc zadałam je ponownie w nie co inny sposób.
- Co Ty zamierzasz ? - wykrzyknęłam.
- Nie wiem, już sam. - usiadł na łóżku, łokcie oparł o kolana, a dłonie o głowę.
Widziałam, że jemu też jest ciężko, nie wiem czemu, ale czułam to. Po prostu tak jakoś. Chciałam zapytać co się dzieje, ale wiedziałam, że to zły moment. Usiadłam koło niego. W jednej chwili zapomniałam o tym co mi zrobił, że się bałam. Wtedy chciałam mu pomóc, mimo wszystko. Dotknęłam dłonią jego pleców, a on momentalnie skierował wzrok na mnie.
- Nikomu nic nie powiem. Obiecuję. - wyjąkałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz