poniedziałek, 14 października 2013

Rozdział 5

Kate.

Obudził mnie dźwięk mojego telefonu, który leżał na poduszce w pobliżu mojej głowy. Wzięłam go ostrożnie i odblokowałam. Na głównym ekranie pojawiła się wiadomość.



Jeden sms a zrobił mi straszny mętlik i bałagan w głowie. Po pierwsze skąd on miał mój numer telefonu, przecież mu go nie dałam. On mnie przeraża, ale to uczucie jednocześnie jest fajne. Westchnęłam głośno po czym wróciłam do zamyśleń. Po drugie spotkanie. Czemu chciał się ze mną widzieć? Nawet gdyby nie mogę, mam szlaban.. Cholera, kiedy powiem mu ściemę może podejrzewać mnie że nie chcę być w jego towarzystwie bo powiedziałam komuś o wczorajszych zdarzeniach, natomiast kiedy powiem prawdę uzna to za kłamstwo i podejrzenia o moją winę będą podobne. Nie mam dobrej wymówki. No dobrze, trudno. Najwyżej przepłacę to życiem, wolę napisać prawdę niż kłamać bo to i tak nie przeszłoby na długo. 



Zawahałam się z tym czy mogę tą wiadomość wysłać. Mam nadzieje że chłopak zinterpretuje ją w dobry sposób, jeżeli nie to będę miała poważne kłopoty. Rzuciłam telefon gdzieś w nogi a sama położyłam głowę na poduszce. Zamknęłam oczy na dobre kilka minut. Myślałam o tym co stało się poprzedniego dnia. Nie chodzi tylko o Justina ale o ojca. On nie daje mi swobodnie żyć. Ciągle muszę podporządkowywać się do tego czego on chce, a moje zdanie się nie liczy. Wszystko zmieniło się kiedy mama odeszła. Nie wiem ile jeszcze wytrzymam, wiem że są ludzie, którzy mają gorsze sytuacje w domu ale jakoś moja i tak strasznie mnie dołuje. Martina by mnie pocieszyła, ale nie mogę jej powiedzieć że jestem smutna bo mam szlaban, nie mogę, bo zacznie pytać mnie o co pokłóciłam się z ojcem, wiadomo że gdybym powiedziała jej rzeczywistą wersję czyli to że nie chciałam powiedzieć gdzie byłam i co się ze mną działo zaczęła by ponownie pytać o to gdzie naprawdę byłam, że nie mogłam powiedzieć. Podsumowując, dowiedziałaby się o Justinie, a tego nie chcę. No trudno, muszę jakoś dać sobie radę sama. Wstałam z łóżka po czym skierowałam się w stronę mojej toalety gdzie wykonałam poranny prysznic, jak i umalowałam się tuszem do rzęs bardzo delikatnie. Następnie rozczesałam moje falowane włosy i zostawiłam je luźno, rozpuszczone. Po wyjściu z łazienki postanowiłam się ubrać. Założyłam luźny szary tshirt z napisem " i love u " i do tego czarne dresy z luźnym krokiem, ściągane przy stopach. Zarzuciłam na ramiona bluzę, ponieważ było mi chłodno i zeszłam na dół. Weszłam do kuchni. Przy stole siedział tata, Stella i mój brat.
- Cześć. 
Nie uzyskałam odpowiedzi od nikogo prócz Tomasa. On był kochany i chyba jedyny w rodzinie nie kłócił się z nikim. Był za mały i nie rozumiał tego. 
- Aha, czyli zamierzacie się do mnie w ogóle nie odzywać ? - rzuciłam pytanie w stronę ojca i macochy.
- Kate, jest nam przykro. Wczoraj coś w Ciebie wstąpiło i nie dało się z Tobą porozmawiać. Zaczęłaś nas odpychać, nie da się dojść do Ciebie. Kate.. Wiem, że Tobie też jest trudno, nam również, rozumiem to, dlatego nie powinniśmy się jeszcze bardziej dołować.
- Ja wiem, przepraszam. Nie powinnam tak na was naskoczyć ale zdenerwowało mnie to, że po kłótni z Tobą, Stella udawałaś że się mną przejmujesz i nawet nic nie powiedziałaś ojcu. Tato, zacząłeś się na mnie drzeć nie znając prawy, jaką jest to, że Stella też jest winna, a nie tylko ja.
- Zostawmy to, ważne że teraz jest dobrze. - wyjąkała w obronie Stella po czym zawołała na śniadanie Abbie. 
Sięgnęłam po bułkę, przekroiłam ją po czym posmarowałam miodem. Wypiłam herbatę i po skończonym posiłku udałam się do pokoju. Na szczęście dzisiaj będzie w miarę okej, ponieważ w domu zostaję tylko z siostrą, bo tata z Stellą wybierają się na imprezę do znajomych, a Tomasa zawożą do siostry Stell, my z Abbie nie chciałyśmy jechać i długimi staraniami i błaganiem udało nam się przekonać "rodziców" żeby zostać w domu. 

O 17 do moich drzwi zapukał ojciec z wiadomością że już idą. Musiałyśmy z siostrą wiele się nagadać jakie będziemy grzeczne i w ogóle. Przecież wiadome jest to, że nie zrobilibyśmy żadnej imprezy bo to było by bez sensu. Nie wiemy kiedy zjawią się dorośli więc lepiej nie ryzykować. Abbie zaprosiła przyjaciółkę i razem w swoim pokoju robiły różne dziwne rzeczy a ja po prostu nudziłam się jak zwykle. Siedziałam przy biurku i przeglądałam wszystkie strony społecznościowe na internecie, nagle usłyszałam puknięcie w okno. Przeraziłam się..

Justin.

Uwolnię zaraz Kate z więzienia jakim jest szlaban. Zdziwi się ponieważ nie zapowiadałem swojego przyjścia. Znaczy no, mówiłem że po nią przyjdę, ale gdy powiedziała że nie mogła.. Normalny człowiek zrozumiałby to jako nie, ale ja zrozumiałem to tak, że i tak ją wyciągnę z domu, albo może po prostu spędzimy razem czas. Lubię tą dziewczynę. Przy niej jakoś czuje się swobodnie. Zaparkowałem samochód uliczkę dalej żeby nikt się niczego nie spodziewał, po czym przez płot wkradłem się na podwórko Kate. Mam nadzieję że nikt mnie nie widział. Widziałem chwilę przez okno sylwetkę. Wiedziałem że to pokój Kate. Rozejrzałem się dookoła szukając jakiegoś dobrego sposobu by wejść do niej. Drzewo. Wspiąłem się na górę po czym szedłem po gałęzi bardzo powoli i ostrożnie. Może i wydawałem się na odważnego, bo taki byłem i jestem, ale to drzewo sprawiło mi wiele kłopotów. Zapukałem do okna do którego dziewczyna szybko podbiegła. Kiedy przyjrzała się mojej twarzy i zrozumiała, że to ja, Justin szybko otworzyła okno.
- Co ty tu robisz? Zwariowałeś? - szepnęła.
- Nie, po prostu postanowiłem Ci potowarzyszyć.
- Mam szlaban, człowieku. Jak ojciec się dowie to zabije mnie.
- Ale on nie musi o niczym wiedzieć.
Widziałem że Kate jest co raz bliżej chęci żeby mnie wpuścić. Ona nie lubiła samotności, byłem jej deską ratunkową. Z ciężkim westchnieniem rzekła, żebym wszedł.

Rozdział 4

Kate.

Chłopak zerwał się z nóg. Gwałtownie wstał z łóżka po czym spojrzał się na mnie i z grozą w głosie powiedział żebym się szykowała. Nie wiedziałam co to oznacza. Możliwe że chciał wywieść mnie do lasu i tam zabić, albo odwieźć do domu co i tak nie oznacza w pełni bezpiecznego życia. Że też to mi się spotkało. Zawsze muszę wpieprzyć się w jakieś gówno z którego nie da się wyplątać. Bez względu na to co się stanie Justin i tak już zmienił moje życie i nigdy nie będzie takie samo. 
- Mogę się uczesać ? - spytałam.
Wiem, zachowałam się jak jakaś pusta lala. Być może zaraz mogę być martwa, ale co tam, wolę mieć ładne włosy. Nie. Po prostu na chwilę chciałam odejść od tego dupka. Pozwolił mi, po czym skierowałam się do łazienki. Nie zważałam zbytnio na to, że po podłodze walały się jego brudne gacie i śmierdziało w niej jakby całe życie ktoś tam za przeproszeniem srał. Lepsze to niż on. Rozpuściłam mojego niechlujnego koczka, który nie wiem jak się jeszcze trzymał po szarpaninach z Bieberem. Przeczesałam palcami włosy i zostawiłam je luźno. 
- Jestem gotowa. - powiedziałam wchodząc do pokoju.
Jego tam nie było. Gdzieś poszedł. Zostawił mnie samą. Zaufał mi. Może w nim jest coś dobrego? Może on jest inny? Stop. Nie, on nie jest inny. Jest świnią wpatrzoną w siebie. Uczucia innych dla niego są nie ważne. Zeszłam na dół z nadzieją że on tam będzie. Szeptem wypowiadałam jego imię. Nagle przestraszył mnie pisk otwarcia wielkich metalowych drzwi.
- Idziesz ?
To był on, stał i palił papierosa. To jak wypuszczał z ust dym było takie seksowne. Kurwa, on jest strasznie przystojny. Po moim ciele przeszły dreszcze.
- Tak, idę. - powiedziałam.
Skierowaliśmy się w stronę samochodu, którym wcześniej byłam porwana. Usiadłam z przodu, na miejscu pasażera, po czym zatrzasnęłam za sobą drzwi. Następnie Justin ugasiwszy tytoń wsiadł do auta. Odpalił silnik i pojechał.
- Mów gdzie mam cię odwieźć.
- Bolton Street 13 B - wyjąkałam z niedowierzaniem.
Całą drogę jechaliśmy w ciszy. Ani on, ani ja nie wybełkotaliśmy nawet jednego słowa. W sumie to dobrze. Przynajmniej każdy mógł sobie coś przemyśleć. Ja na przykład stwierdziłam, że już się nigdy nie uwolnię od dzisiejszego dnia, już nigdy. Nawet nie zorientowałam się kiedy nastąpił półmrok. Co więcej nawet nie wiedziałam, że znajdujemy się pod moim domem. Dopiero Justin wyrwał mnie z amoku.
- To już. - powiedział.
- Tak, ja dziękuję.
- Za co ? - spytał tak jakby zdziwiony.
- No, że mi zaufałeś i mnie odwiozłeś.
- Wiesz, wiele o tobie słyszałem i wiem jaka jesteś.
- Tak.. - przełknęłam głośno ślinę. - Więc cześć.
Otworzyłam drzwiczki samochodu po czym wysunęłam z niego jedną nogę, a potem drugą. Kiedy odwróciłam się i zaczęłam iść w kierunku drzwi do domu usłyszałam głos Justina, mówiący że nigdy się go nie pozbędę. Zrozumiałam własnie że mogę czuć się bezpieczna, przynajmniej przy nim, że on by mnie nie skrzywdził.. Otworzyłam drzwi kluczem i weszłam do środka. Zdjęłam buty i kurtkę. Z salonu dobiegały mnie krzyki Stelli i mojego ojca. 
- Słucham ? - spytałam i weszłam do pomieszczenia.
- Gdzie byłaś droga panno ? - wykrzyknęła Stella.
Ja byłam cicho. Co miałam powiedzieć ? "Porwał mnie koleś ale okazało się że jest miły.." Po za tym obiecałam Justinowi że nikomu nic nie powiem. Po za tym nie chciało mi się rozmawiać z macochą. Nie była moją matką, gówno o mnie wiedziała i nie będzie mi rozkazywać.
- Czekamy na odpowiedź. - wyjąkał stanowczo tata. 
- Byłam się przewietrzyć z Twoją najlepszą i najważniejszą dziewczyną..
- O nie, masz szlaban. - wykrzyknął ojciec.
- Ale..
- Nie ma żadnego ale.
- Nienawidzę was !
Po tych słowach pobiegłam na górę do swojego pokoju. Cholera, potraktowałam ich za ostro, kocham ojca, ale przegina. Kiedy Stelli nie ma obok jest miły i kochany. Może to ze mną jest coś nie tak ? Rzuciłam się na łóżko i zmęczona wrażeniami z dzisiejszego dnia zasnęłam.

Rozdział 3

Kate.

- Puszczaj mnie, to boli ! - krzyczałam kiedy chłopak ciągnął mnie z powrotem do magazynu.
- Ma boleć. Nie powinnaś nawet próbować uciec, i tak bym cię dorwał. 
- Przepraszam.. - wyjąkałam z bezsilności.
Po moich bladych w tamtym momencie policzkach zaczęły spływać drobne łzy. Moje ciało dygotało ze strachu. Nie miałam siły iść, czułam się jakbym miała za chwilę zemdleć. Nie wiedziałam co mam robić. Przecież za chwilę, gdyby Bieber tego chciał, byłabym już martwa. Nagle chłopak otworzył wielkie stalowe drzwi i pchnął mnie mocniej tak abym wpadła do środka. Upadłam na podłogę. On chyba nawet nie przypuszczał, że się boję, że jestem słaba. Wyciągnął do mnie rękę, a ja z trudem ją chwyciłam i podniosłam się. Chociaż wtedy pokazał, że ma trochę współczucia i troski. Zamknął na kłódkę drzwi a kluczyki do niej wsunął do kieszeni.
- Idź na górę, mój pokój jest pierwszy z lewo. - powiedział.
Super. Lepiej być nie mogło. Miałam iść do pokoju przestępcy, czekać sobie tam na niego z myślą że zaraz może mnie zgwałcić, zabić i nie wiem jeszcze co. Dlaczego ja ? Dlaczego ? Co ja zrobiłam ? Zawsze byłam grzeczna i poukładana, może w stosunku do ojca i Stelli nie byłam fair, ale mi też z tym wszystkim ciężko, a oni to mają w dupie. Skierowałam się w stronę schodów. Kiedy się odwróciłam chłopaka już nie było. Usłyszałam jakieś szmery i zatrzymałam się.
- Justin, co ta panienka tu robi ?
- Jest tutaj chwilowo, ona, widziała jak prawie zabiłem tego z festynu, jak on tam miał, nie ważne. 
- Justin, czy ciebie posrało ? - krzyknął jakiś facet.
- Załatwię to.
Zorientowałam się, że ich dyskusja nie będzie trwała dalej i szybko pobiegłam na górę, tak aby chłopak nie wiedział, że podsłuchiwałam jego rozmowę z kolegami. Jednak on szybko się nie zjawiał, ale nie wychodziłam z pomieszczenia, bo nie chciałam ryzykować. Okej, czego się dowiedziałam ? Ma na imię Justin, to jakaś informacja. No i wiem, że coś chce ze mną zrobić, ale co? Nagle jednak w pokoju pojawił się Bieber.
- Justin do cholery co się tu dzieje ? - krzyknęłam, po czym po chwili zdałam sobie sprawę, z tego, że nazwałam go Justin.
- Skąd Ty znasz moje imię ?
- Eee, od ludzi. 
Uwierzył, ale nadal nie znałam odpowiedzi na moje pytanie, więc zadałam je ponownie w nie co inny sposób.
- Co Ty zamierzasz ? - wykrzyknęłam.
- Nie wiem, już sam. - usiadł na łóżku, łokcie oparł o kolana, a dłonie o głowę.
Widziałam, że jemu też jest ciężko, nie wiem czemu, ale czułam to. Po prostu tak jakoś. Chciałam zapytać co się dzieje, ale wiedziałam, że to zły moment. Usiadłam koło niego. W jednej chwili zapomniałam o tym co mi zrobił, że się bałam. Wtedy chciałam mu pomóc, mimo wszystko. Dotknęłam dłonią jego pleców, a on momentalnie skierował wzrok na mnie. 
- Nikomu nic nie powiem. Obiecuję. - wyjąkałam.

Rozdział 2

Byłam przerażona i nie wiedziałam co robić. Ucieczka była niemożliwa ponieważ pędziliśmy strasznie szybko a po za tym drzwi były zatrzaśnięte. Czułam, że moje serce wali jak młot, a ciało dygocze ze strachu. Byłam w jednym aucie z Bieberem. Nie wiem jak miał na imię. Słyszałam o nim wiele opowieści. On należy do jednego z największych gangów w Los Angeles, co więcej jest jego szefem, że się tak wyrażę. Podobno pobił nie jednego. Kiedyś siedział w poprawczaku. Boże, Dlaczego musiałam tam podejść ? Czasem sama siebie przerażam. Nie mogłam już tak siedzieć milcząc i wdychając dym z jego papierosa.
- Możesz otworzyć okno ? - spytałam. 
- Nie będziesz mi rozkazywać. 
- To chociaż powiedz mi gdzie mnie wieziesz, no i dlaczego?
- Zadajesz za dużo pytań.
- No ale.. - ciągnęłam.
- Suko, zamilcz.
Przesadził. Nikt nie może mnie tak nazywać. Nic mu nie zrobiłam i nie mógł tak do mnie powiedzieć. Nie dałam mu tej satysfakcji, że mnie to boli. Zebrałam myśli w całość po czym wyjąkałam pod nosem, że to on jest frajerem, a nie ja suką. Tym razem się nie odezwał. Chyba widział, że te przezwiska są gówno warte i nie czynią go żadnym ważniaczkiem. Nagle wjechaliśmy w ciemne ulice dzielnicy, w której znajdowały się puste magazyny należące jak się okazało do bandy Biebera. Najgorsze było to, że policja wiedziała o ich istnieniu ale nawet nie reagowała bo bała się. Oni mogli by zabić ich jednym pchnięciem, więc policja nie ryzykowała. Co raz bardziej się bałam. Niby on nic mi nie zrobił ale przecież wiem jaki jest , ta świadomość że zaraz mogę być już martwa sprawiała że mój żołądek wywijał fikołki. Nagle chłopak gwałtownie skręcił w uliczkę, po czym szybko zahamował. Wyszedł z samochodu po czym lekko zamknął drzwi. Następnie poszedł do budynku. Może to ten moment. Przetoczyłam się na siedzenie kierowcy a potem otworzyłam drzwi i wybiegłam z auta. Przerażona zaczęłam uciekać. Nie wiedziałam gdzie mam biec. Czułam że ktoś na mnie patrzy i czuwa nade mną, mówi mi gdzie mam ruszyć. W czasie mojej ucieczki nagle nabój z pistoletu wystrzelił w powietrze. Upadłam na kolana piszcząc. Nagle nade mną stanął chłopak, Bieber.
- Myślałaś że uciekniesz ?

Rozdział 1

Kate.

Leżałam głową wbitą w poduszkę. Moje oczy były jeszcze zamknięte ale sen nie był twardy. Nagle z myśli wybił mnie dźwięk budzika. Sięgnęłam po mojego białego iphona po czym wyłączyłam alarm, który drażnił w tamtym momencie moje uszy. Usiadłam na kołdrze i oparłam się o ścianę. Chwilę patrzyłam się na sufit. Po chwili znowu wzięłam mój telefon i zalogowałam się na instagram. Nikt nic ciekawego nie dodał. To było do przewidzenia. U nas w mieście w każdą pierwszą sobotę i niedziele miesiąca jest festyn. Wtedy każdy nic nie dodaje. W sieci jest pusto. Dopiero wieczorem coś się rozkręca. Ale cały dzień nudy i nic więcej. Na dworze też nie ma nic do roboty. Tak na prawdę to ten festyn jest jedyną rozrywką w takie dni. No nic, czas się ogarnąć. Podniosłam się z łóżka. Kiedy dotknęłam podłogi moimi gołymi stołami po ciele przeszły mnie dreszcze. Mimo tego powietrze było gorące. Otworzyłam okno a następnie podeszłam do toaletki. Wyjęłam z szufladki tonik i oczyściłam nim swoją twarz. Potem przeczesałam szczotką włosy i związałam je w luźnego koczka na czubku głowy. Wsunęłam stopy w kapcie i zeszłam na dół.
- Cześć. - wypowiedziałam od niechcenia na widok macochy.
Jak ja nienawidzę tej baby. Wiem, że to może się wydawać dziwne. Ona nic mi nie zrobiła, no ale gdyby Stella - bo tak miała na imię moja nowa mama - nie pojawiła się w życiu ojca miałabym szczęśliwą i kochającą się rodzinę. Ale ona musiała wszystko popsuć. Ojciec się w niej zakochał i co ? I mama przez nich umarła. Wykończyli ją i za to ich nienawidzę. Czasem chciałabym żeby to Stel była tam w grobie a nie moja mama. Strasznie za nią tęsknie, ale nic mi jej nie przywróci. Wracając do tematu poranka. Usiadłam przy stole po czym pocałowałam w czoło mojego siedmioletniego braciszka. Sięgnęłam do koszyczka leżącego na środku stołu w którym znajdowały się świeżo upieczone bułki. Przekroiłam jedną z nich i posmarowałam ją dżemem truskawkowym. Zjadłam posiłek i wypiłam zimne mleko.
- Kate, idź po Abbie. 
- A Ty nie możesz? W końcu to twoja córka. - wyjąkałam.
- Kate! Nie pozwalasz sobie za dużo?
- No przepraszam, ale ty też masz dupę i możesz ją ruszyć ! 
- Kate ! Koniec. Nie zachowuj się jak gówniara.
- Nie jesteś moją matką żeby mi rozkazywać. - walnęłam dłońmi w stół po czym wybiegłam z kuchni.
Dlaczego muszę się z nią ciągle kłócić? Nie lubię tego robić, ale czasami tak mnie denerwuję, że wybucham i nie umiem się uspokoić. Najgorsze jeszcze jest to, że kiedy powiem o czymś tacie on mi nie wierzy. Moje życie to koszmar. W sumie nie będę się przejmować tą idiotką. Postanowiłam wziąć szybki prysznic. Następnie ubrałam dżinsową kurtkę, czarne leginsy i biały tshirt z napisem "I Hate You". Do tego dobrałam krótkie czarne converse. Rozpuściłam włosy, pomalowałam rzęsy i ponownie zeszłam na dół. Na szczęście Stel nie było. Musiała chyba wyjść na spacer z Tomasem - moim bratem. Dla niego była jak matka, przywiązała się do niego i kochała go. W tej kwestii nie mam jej nic do zarzucenia. Wyszłam z domu i znalazłam się na głównej ulicy naszego osiedla. Zadzwoniłam po Martine, moją najlepszą przyjaciółką z nadzieją że wybierze się ze mną na ten festyn niestety ona nie mogła. Miała szlaban. Znowu. Ona jest szalona. Ostatnio rodzice przyłapali ją na pływaniu na golasa na basenie. Co prawda to ich ogród, ich basen, no ale ludzie z okolicy mają balkony i mogli ją widzieć. Ona nie ma kompleksów. Lubi podejmować się wyzwań. Lubi adrenalinę i za to ją kocham. Ona jest moim wózkiem, który wiezie mnie przez życie i daje mi pewność siebie. Wykonałam jeszcze jeden telefon do Violi, naszej drugiej koleżanki, ale ona była po za miastem. Nie wiedziałam co zrobić. Błąkać się po mieście nie miałam ochoty a do domu wracać też nie chciałam. Trudno, pójdę na festyn sama. Do parku miałam jakieś piętnaście minut. Z słuchawkami w uszach wydawało mi się że idę trzy minutki. Doszłam na miejsce. Park był ślicznie udekorowany, jak zawsze. Na drzewach zawieszone były lampki. Pełno było kwiatków. Były dmuchane zjeżdżalnie dla małych dzieci. Plac zabaw był pełen w balonach. Barki były dostępne dla wszystkich. Rozdawano tam darmowe soki. Urządzane były różne zawody, między innymi łowienie kukurydzy buzią. Były też butki gdzie można wygrać różne zabawki. Podeszłam do mojej ulubionej. Można tam było zdobyć śmieszne krowy, które były strasznie milutkie i śliczne. Dziwnym trafem raz nie było kolejki dwa żadnej osoby która obsłużyła by mnie czy inne osoby. Drzwi od butki były uchylone. Moja ciekawość natchnęła mnie żebym zobaczyła o co chodzi. Podeszłam do drzwi i rozejrzałam się wokół. Zauważyłam jak chłopak kopie drugiego. Zorientowałam się że bitwa jest między jakimś wandalem bo był ubrany na czarno a sprzedawcą. Z przerażenia wydałam z siebie dźwięk przypominający wyk. Chłopak zwrócił się do mnie. Stałam wryta z ziemię. Nie wiedziałam czy krzyczeć czy uciekać. Zbój uderzył z pięści mężczyznę po czym podbiegł do mnie i pociągnął mnie za budki. 
- Zostaw mnie ! - próbowałam się wyrwać z jego objęć.
Byłam przestraszona. Czułam jak bolą mnie ręce od jego ciągnięć. Czułam jak z moich oczu po policzkach spływają gorzkie łzy. Nagle zostałam wrzucona na fotel, który jak się okazało był przeznaczony dla pasażera czarnego samochodu, w którym się znajdowałam. Przetarłam powieki po czym zobaczyłam kto pobił tego faceta i właśnie mnie porywa. 
- Bieber. - powiedziałam przerażona a on uśmiechnął się zadziornie.

Prolog.

Kate

Jestem Kate, pochodzę z nie wielkiej miejscowości. Przeprowadziłam się do Los Angeles kiedy mój ojciec znalazł sobie kochankę. Zabrał mnie do niej. Mama popadła w depresję. Ojciec wprowadził ją do grobu. Nienawidzę go za to. Mój młodszy brat niczego nie rozumie i uważa ojca za wzór do naśladowania. Nie prawda. On jest gówno wart. Przykro mi że mam zdanie o własnym ojcu ale to co zrobił matce, nigdy mu nie wybaczę. Mam jeszcze przyrodnią siostrę, jest córką tej zdziry z którą mój tato się ożenił. W sumie nie mam nic do niej, ale czasami działa mi na nerwy. Po za tym jestem zwykłą siedemnastoletnią dziewczyną, nikt mnie nie rozumie a każdy czegoś oczekuje. Wiem, że popełniam błędy ale nie umiem inaczej. Czasami mam ochotę zasnąć i się nie obudzić. Nie wiem jeszcze co mnie czeka w przyszłości. Kogo spotkam ? W kim się zakocham ? Czy pogodzę się z ojcem ? Czytajcie. ♥

Justin.

Jestem Justin, należę do jednej z najwiekszych i najlepszych grup gangsterskich. Mam 19 lat. Co wydarzy się na początku? Gwałt, pobicie? A może po prostu nic. Jestem nieco niżej niż najwyższa ranga u nas w grupie. Mało ludzi zna moje imie.. można powiedzieć,że tylko moja grupka. Pierwsza akcja z Kate będzie działa się w festyn. Czy między mną a Kate coś zaiskrzy? Będziemy razem? Uratuje ją z problemów rodzinnych? 

Wszystko okaże się wkrótce. Kochani bardzo proszę o komentarze! Dla was to chwilka a dla mnie podpowiedź na następne rozdziały! Będziecie mogli też dodawać wątki o tym co będzie.